parafianidzica@wp.pl
13-100 Nidzica
ul. Żwirowa 4
tel/fax  0896252605

nr konta parafialnego:
91 8834 0009 2001 0000 0446 0001

 

 
Start arrow Aktualności arrow "Życie na misji" - wywiad z O. Robertem Wnukiem- kapucynem
"Życie na misji" - wywiad z O. Robertem Wnukiem- kapucynem PDF Drukuj Email
Wpisał: Piotr Rakoczy   
06.07.2006.

Jak długo pracuje Ojciec na misji?

- Jestem w Afryce już od 4 lat; 2 lata pracowałem w Republice Środkowoafrykańskiej i 2 lata pracuję obecnie w Czadzie.


Dlaczego wybrał Ojciec właśnie misję?

- To związane jest z moim powołaniem. Jest to odpowiedź na moje powołanie bycia dla drugiego człowieka i z drugim człowiekiem, nieważne gdzie on jest.

Jak długo pracuje Ojciec na misji?

- Jestem w Afryce już od 4 lat; 2 lata pracowałem w Republice Środkowoafrykańskiej i 2 lata pracuję obecnie w Czadzie.


Dlaczego wybrał Ojciec właśnie misję?

- To związane jest z moim powołaniem. Jest to odpowiedź na moje powołanie bycia dla drugiego człowieka i z drugim człowiekiem, nieważne gdzie on jest. Od dawna miałem pragnienie wyjechania na misję i wreszcie się ono urzeczywistniło. Po prostu nie ważne gdzie, ale ważne jak...


Co przykuło ojca uwagę na samym początku?

- Trzeba wiedzieć, że Afryka to nie Europa, a tym bardziej nie Polska i wszystko jest inne. Wchodzisz do kościoła, a tam pełno czarnych ludzi, którzy mają inną mentalność, sposób wyrażania swojej religijności, mówią zupełnie innym językiem, co na początku jest dość trudne. Na pewno jest jakaś inność, która dziwi. Odmienność zasad w życiu, zachowaniu, mieszkaniu, jedzeniu itp.


Jakimi językami posługuje się ojciec?

- Czad jest wielojęzycznym krajem, gdzie są 2 obowiązujące języki: francuski i arabski. Zawsze jednak mam przy sobie tłumacza. Jestem na etapie uczenia się tych dwóch języków. Wcześniej w Republice Środkowoafrykańskiej poznałem tamtejszy język, który opanowałem na tyle, by móc porozumieć się z ludźmi. No, niestety, w Czadzie jest 230 języków, których nie sposób się nauczyć. W naszej parafii obowiązują dwa i też nie zawsze wiadomo, od którego zacząć (uśmiech...)


Co było najtrudniejsze na samym początku?

- Trzeba się przełamać do tej odmienności. Jest też inny klimat. Ale najtrudniejsze to porozumienie się z ludźmi. Chciałoby się coś zrobić, jednak jest bariera językowa, kulturowa. Nie można wprowadzić jakiś schematów europejskich, czy polskich. To po prostu tam nie funkcjonuje. To właśnie trudność, wobec której należy pozostać cierpliwym.


Co miłego spotkało Ojca w Afryce?

- W spotkaniach z ludźmi jest rzeczywiście dużo takich sytuacji, miłych akcentów, kiedy przyjmują cię serdecznie, gdy przyjeżdżasz do wioski i pozostajesz tam kilka dni. Czasami nie mają co jeść i ja także, a czasem zdarza się tak, że przynoszą nawet cztery posiłki w ciągu dwóch godzin. Po prostu ci ludzie są bardzo otwarci na misjonarzy, na to, by z nimi jeść i przebywać. To naprawdę zapada w pamięć.


Jak wygląda ewangelizacja ludów afrykańskich? Czy jest to nawracanie na katolicyzm, czy nauczanie?

- Tam już pierwsza Ewangelia została zaprowadzana od kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Na pewno jest to przygotowanie do sakramentów, tworzenie wspólnoty Kościoła, który jest bardzo mało rozwinięty. Ci ludzie są może nie tyle wierzący, co religijni. Wierzą w wiele bóstw, lecz z łatwością i otwartością przyjmują słowa Ewangelii.


Ilu Polaków, bądź osób innych narodowości, pracuje z Ojcem na misji?

- Obecnie jest nas trzech na parafii, obejmującej ok.30 wiosek. Jest nas trzech kapucynów: ja, jeden brat z Włoch i jeden z Erytrei.

Jak wygląda w Afryce kościół jako świątynia?

- Na głównej misji jest normalnie murowany kościół, duży, przewiewny, zacieniony. Natomiast na wioskach to najczęściej budynek ze słomy.


Czy w Afryce istnieją seminaria?

- Oczywiście. Z naszej parafii jest jeden kleryk, który otrzyma niedługo święcenia, jeden w tym roku wstąpił do seminarium, kolejny do seminarium kapucynów w środkowej Afryce, a także jest siostra zakonna.

   Warunkiem pójścia do seminarium jest matura, którą ciężko uzyskać. Chłopcy w wieku 13 lat mogą wstąpić do niższego seminarium, gdzie kończą podstawówkę i gimnazjum. W liceum jest średnie seminarium. Wyższe już musi spełniać takie same wymogi jak wszędzie na świecie. Jest odpowiedni budynek, zatrudnieni profesorowie, odbywają się wykłady z teologii, filozofii itd.


Jak wygląda Msza Święta?

- Msza jest odprawiana w obrządku katolickim. Najczęściej używa się lamp, jako świecy. Jednak Msza Św. dosyć się różni. Nie jest spokojna, z zewnątrz wygląda na hałas. Jest to Msza tańcząco-śpiewana. Wszyscy się bujają, klaszczą w dłonie, głośno krzyczą. To taki radosny sposób na uwielbianie Boga. Jest także uroczysta procesja z darami. Najpierw idą małe dziewczynki - tancerki, potem młodzież i dorośli. Cały chór w kościele to po prostu żywioł.


Co z opłatkiem? Jest przysyłany na misję, czy to jakiś specjalnie wypiekany chleb?

- Zazwyczaj siostry misjonarki wypiekają opłatek na miejscu.


Jak wygląda zwykły dzień Ojca na misji
?

- Wstaję po godzinie piątej, ok.5:30. Czasami odprawiam poranną Mszę Świętą w misji centralnej. Biorę udział w modlitwie zakonnej. Następnie jem śniadanie i wyjeżdżam na wcześniej umówione spotkanie z ludźmi. Czasami trzeba dojeżdżać na miejsce pół godziny, a nieraz nawet dwie. Tam, będąc z nimi, rozmawiam 2 – 3 godziny. Następnie jest obowiązkowy odpoczynek – „siesta”. Trwa od ok. 12:00, gdy słońce jest w zenicie, do 15:00. nie ma tam zegarków, które wyznaczają konkretny czas, więc siesta może się przeciągnąć nawet do 17:00.

   Odbywają się spotkania popołudniowe. Po 18:00 zachodzi słońce i jest kolacja. W wioskach nie ma światła, więc wszystkie rodziny spotykają się przy ognisku. Rozmawiamy o problemach, ludzie często pytają o wiele spraw. Jeżeli zostaję na noc, to na drugi dzień odprawiam Mszę Św. i wracam do domu po południu.


Jak obchodzone są święta kościelne?

- Boże Narodzenie to wielkie, najbardziej uroczyste święto. Wszyscy przygotowują się do tego dnie kilka miesięcy. Odkładają  pieniądze na lepsze ubrania lub cukierki dla dzieci. Święta obchodzone są radośnie. Zawsze odbywa się pasterka. Budowane są ze słomy szopki, które ozdabia się kwiatami i figurkami ubranymi w ich stylu.


Z jakimi problemami obecnie zmaga się misja?

- Na pewno problemów mamy tysiące. Między innymi w naszym regionie jest wiele osób porzuconych. Mają oni dalszą rodzinę, która jednak się nimi nie zajmuje. Ostatnio robiliśmy statystykę. Podzieliliśmy ludzi na „osiedla” i znaleźliśmy aż 350 dzieci – sierot. Rodzice ich najczęściej je porzucili, wyjechali lub umarli. Dzieci te wychowują się u babci, dalszej cioci. Przez to nie mają takiego dostępu, np. do szkoły

Kolejny problem to duża liczba ślepych, kalek. Często przychodzą na misję, by coś otrzymać, by z nimi porozmawiać, pocieszyć, powiedzieć im dobre słowo – chociaż tyle. To poważny problem. Szukamy sposobu, by go rozwiązać, lecz to ciągnie się już od kilkunastu lat i tych ludzi wciąż przybywa.


Czy jest możliwość przyjechania na misję do pomocy jako wolontariusz?

- Na pewno jest taka możliwość. Wakacje to trochę martwy okres. Od maja do października padają deszcze i rzadko się wyjeżdża. Najlepszy okres pracy u nas to styczeń – kwiecień, przed świętami Wielkanocy.


Czy miewa Ojciec jakieś wątpliwości związane z wybraną drogą lub kryzysy wiary? Jak sobie Ojciec z nimi radzi?

- A jeśli nie mam, to jak sobie z nimi radzić? (śmiech...) Czasem sam zastanawiam się nad tym, ale trzeba mieć dużo cierpliwości do innych i siebie. Cierpliwości do bycia z drugim człowiekiem, czasem bycia w samotności z dala od kraju i rodziny. To może kasować chęć do życia i wolę walki. Potrzeba wtedy dużo pracy nad sobą. Trzeba podejść z nadzieją i optymizmem do tego. Musimy pamiętać, że mamy głosić ewangelię i jesteśmy tu w Imię Boże. Trzeba być przygotowanym na rzadkie przyjazdy do domu. Gdy się często wyjeżdża z misji, nie można wiele zrobić. Trzeba tam po prostu być.


Co poradziłby Ojciec przyszłym misjonarzom? Czy można się do tego jakoś przygotować?

- Dobre pytanie zadałaś. Trzeba czuć powołanie otrzymuje się od Pana Boga. Oczywiście można je w jakiś sposób wyprosić, interesując się misjami, rozwijając ducha myśląc o misji lub jej pomagając. Owocna też jest modlitwa za misję i siebie samego, żeby być prawdziwym świadkiem ewangelii. To właśnie dalsze przygotowanie. Bliższym przygotowaniem, jeśli ktoś się zdecyduje, jest Centrum Formacji Misyjnej, gdzie księża i siostry zakonne, a nawet ludzie świeccy, kierowani przez biskupa odbywają roczne przygotowanie kulturowo-językowe. Po formacji zostają skierowani do konkretnego kraju


z O. Robertem Wnukiem rozmawiała Joanna Miękós

Zmieniony ( 22.08.2006. )
 
« poprzedni artykuł
(C) 2006-2017 Parafia Błogosławionej Bolesławy Lament w Nidzicy