parafianidzica@wp.pl
13-100 Nidzica
ul. Żwirowa 4
tel/fax  0896252605

nr konta parafialnego:
91 8834 0009 2001 0000 0446 0001

 

 
Start arrow Aktualności arrow Pijane wakacje ...
Pijane wakacje ... PDF Drukuj Email
Wpisał: ks. Adam   
12.07.2006.

Pijane wakacje

Młodzi piją jak starzy

 

Picie młodych od picia starych różni się zasadniczo jednym: tempem. Szkoła się kończy, słońce przygrzewa, działka zaprasza. Na działce – grill, kiełbaska, Warka Strong, konserwy, Dębowe Mocne oraz wódka Luksusowa. Relaks nastolatków.

Jak byliśmy młodsi, to już w ogóle nie wiedzieliśmy, co robić poza piciem – powiada 18-letni maturzysta Bartek, rozstawiając grilla na działce pod Piasecznem. – Teraz to są jednak próby jakiejś aktywności. Rower, grill, spacer.

Działka: 100 metrów kwadratowych zadeptanego trawnika, kilka smętnych grządek, tu pomidor, tam krzak jeżyny i agrestu. Pośrodku posesji dzielnie trzyma się sklecona budka, przed budką kolorowo mieni się kaczuszkami dmuchany basenik dla dzieci. W baseniku puszki i butelki. Chłopcy, świeżo upieczeni maturzyści z warszawskich liceów, w czwartkowe popołudnie doglądają grilla. Pod grilla sączą piwko. Pod piwko snują opowieść. O czym? O tym, jak się piło na poprzedniej działce.

 

Piwo, piguła i skręt

W raporcie „Urwany film”, przygotowanym przez katowicką rozgłośnię młodzieżową, większość ankietowanych małolatów przyznała, że lubi pić w wakacje. Nastolatki pytane o zachowanie po alkoholu w zdecydowanej większości wymieniali „zachcianki erotyczne”: całowanie się, pieszczoty i seks z nieznajomymi (w domyśle – też pijanymi). Jak również: rozmowę z butami na przystanku autobusowym oraz walkę na śmietanę w supermarkecie. W internetowych blogach dzieciaki wymieniają weekendowe wspomnienia; powodem do pijackiej dumy z udanej imprezy na świeżym powietrzu jest też załatwienie się w miejscu publicznym.

Picie młodych od picia starych różni się zasadniczo jednym: tempem. Bo o ile starsze towarzystwo zwykle jednak smakuje, popijając zagryza, w czasie picia rozmawia, które to czynności spowalniają spożywanie i tym samym powodują lepszy metabolizm alkoholu w organizmie, młode pokolenie pije, aby się zwalić. Nie o picie, lecz o efekt tu chodzi.

– Kiedyś bardziej obowiązywała jedna substancja, a teraz dominuje model „odurzyć się tym, co pod ręką”. Byle szybciej – mówi Joanna Mikuła, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Jak to określają specjaliści – przesunął się punkt ciężkości wśród oczekiwanych następstw picia: z dolegliwości na odreagowanie. 15-letnie dzieciaki mniej już myślą o kacu, o tym, że alkohol szkodzi zdrowiu, czy o tym, że zrobi im się niedobrze. Więcej natomiast o tym, że poczują odprężenie, szczęście, będą się świetnie bawić. Oraz o tym, że zapomną o swoich kłopotach.

Model „odurzania” jest zwykle łączony. Piwo na tzw. starterku, u kogoś w domu, na rozruch. Po piwie – skręt. A że piwo i trawa w końcu lekko zmulają, w klubie łyka się pigułkę extasy lub amfetaminę – dla speedu, czyli pobudzenia. Dlatego też wraz z rosnącą liczbą pijących wzrasta liczba sięgających po narkotyki. Nie jest tak, że jedno wypiera drugie. Jedno drugie uzupełnia.

W ostatnich latach zmienił się młodzieżowy smak. Wedle ogólnopolskich badań opracowanych przez Janusza Sierosławskiego od połowy lat 90. bardzo wzrosło picie piwa. W 1995 r. w czasie 30 dni przed badaniem piło je 45 proc. 15-latków, zaś w 2003 r. – już 69 proc. Podskoczyło trochę picie wódki (z 30 do 37 proc.), ale za to o prawie 10 proc. spadło spożycie wina (z 33 do 23 proc.), zarówno wśród chłopaków, jak i dziewczyn. Biorąc pod uwagę fakt, iż duże miasta piją sporo więcej od małych i od wsi (to stała tendencja w badaniach młodzieży), konkluzja może być taka, iż to, co jeszcze kilkanaście lat temu uchodziło wśród wielkomiejskich dzieciaków za pewien snobizm i styl, np. słodkie wino „Nadwiślański drink”, dawno wyszło z mody na rzecz rozwiązań banalnych i reklamowanych.

Nie różnią się natomiast miejsca imprez. Pije się przede wszystkim „na ulicy, w parku, na plaży”, ale też „u kogoś w domu” oraz „u siebie w domu”.

Że pijany małolat rwie się do brawurowych, często niebezpiecznych zachowań – wiadomo od lat. Te zachowania mają nawet swoją nazwę: śmierć sobotniej nocy.

Zbiera żniwo i na wsi, i w mieście. Wedle raportu Światowej Organizacji Zdrowia z 2002 r. w Europie Środkowej i Wschodniej za połowę wszystkich nagłych śmierci ludzi w wieku 14–24 lata odpowiada alkohol. Chodzi głównie o wypadki samochodowe, kiedy to zabija się pięcioro dzieciaków upchanych w Maluchu, nad ranem, po dyskotece, po niejednej flaszce. A także utonięcia i tragiczne bójki, kiedy to złudne wrażenie mocy i fałszywa ocena sytuacji pchają w najgorsze.

Pijane gimnazjum

Jedno jest pewne: młodzież pije coraz więcej i częściej. Z cytowanych już badań Sierosławskiego wynika, że w porównaniu z 1995 r. odsetek 15-letnich chłopców, którzy pili w ciągu 30 dni przed badaniem, skoczył z 55 proc. do 71 proc., zaś dziewcząt z 45 proc. do 60 proc. Więcej też ankietowanych 15-latków upiło się w ciągu 30 dni przed badaniem.

Gdzie szukać przyczyn tego gwałtownego skoku? Pedagodzy podpowiadają: 15-latki w 1995 r. były uczniami szkół średnich, zaś w 2003 r. – gimnazjów. Można śmiało powiedzieć, że upowszechnienie picia to nieoczekiwany, uboczny skutek reformy systemu oświaty w Polsce. Gimnazja okazały się niebezpiecznym eksperymentem wychowawczym. Kilkaset nastolatków – i to w tym najtrudniejszym jeśli chodzi o dojrzewanie okresie – zgromadzonych pod jednym dachem zwykle tworzy wybuchową, niekontrolowalną mieszankę. Nie ma wielkiej przesady w poglądzie, że gimnazja ze swej natury picie generują.

– Jakieś pierwsze piwo to się pojawiło jeszcze w podstawówce – wyjaśnia dziś maturzysta, kiedyś – pierwszy rocznik gimnazjalistów (urodzeni w 1986 r.) – ale total to się zaczął w gimnazjum. Megazwały. Najgorsze było to przemieszanie: dresiarze z olimpijczykami, zero selekcji. Karki jarały blanty (marihuanę) z ochroniarzami szkolnymi. Pili prawie wszyscy.

– Byłam wielką entuzjastką tej reformy. Dałam się skołować jak głupi w malinach. Życie przyniosło korektę – wzdycha Ewa Ćwikła, dyrektor gimnazjum nr 40 w Łodzi. Zasłynęła w mediach zakupem do szkoły alkotestera, który służy temu, aby „określić, czy uczeń miał do czynienia z alkoholem w paszczy”. Od stycznia użyty został raz, trochę odstrasza samym swoim istnieniem.

Ewa Ćwikła wyjaśnia: gimnazjum to wychowawczo najtrudniejszy wiek. Dziecko zaczyna dorastać fizycznie, ale nie emocjonalnie i intelektualnie. Nie umie się jeszcze zdefiniować, bo nie jest do tego przygotowane. Ale już nie chce być słabe. I w tym momencie zostaje wyprowadzone ze środowiska, w którym czuło się bezpiecznie – szkoły podstawowej. Wkracza w nowe stado. Walczy w nim o pozycję startową. Ci, którzy mają solidne oparcie w rodzinie, wynoszą z domu pozytywną wizję świata (warto się uczyć, życie nie jest bez sensu), realizują się wielostronnie, w tym naukowo. Ale cała reszta – inaczej, towarzysko. Demonstrują dorosłość w najprostszy sposób. Paleniem, piciem, imprezowaniem. – Zanim poznamy dziecko, mija pierwsza klasa, kiedy próbujemy coś robić – mija druga, a za chwilę mija trzecia – i już tracimy to dziecko. Okazuje się, że zrobiliśmy dzieciom gorzej – podsumowuje Ewa Ćwikła.

– W życiu młodego człowieka jest teraz niesamowicie dużo stresu – opowiada Dorota Jabłońska z warszawskiej poradni Poza Iluzją, która działa od roku, a już ma pod opieką ok. 80 gimnazjalistów i licealistów nadużywających alkoholu. – Od szkoły podstawowej dziecko ma świadomość, że od tego, do jakiego zda gimnazjum, zależy cała jego edukacja, a więc droga zawodowa, a więc – całe życie. Świat staje się czarno-biały, bo od początku gra idzie o bardzo wysoką stawkę.

Fajny gość lub oazowiec

Od kilku lat szkoły mają obowiązek prowadzić własny program profilaktyczny. Zgodnie z urzędowym zaleceniem sprawa ma być potraktowana szeroko, a nie na zasadzie pogadanek pt. dzieciom nie wolno pić wódki. Może to być zatem trening asertywności, radzenia sobie w trudnych sytuacjach, rozmowy o problemach. W gimnazjum nr 40 w Łodzi działa Młodzieżowe Ochotnicze Pogotowie Rówieśnicze – tzw. młodzieżowi liderzy, a jest ich w szkole dziesięciu, mają wyłapywać wśród swoich kolegów chylących się ku alkoholowemu lub narkotykowemu upadkowi. I pokazywać, że nie tędy droga: lider swoim przykładem ma świadczyć, że można być młodym, energicznym, wesołym, a przy tym czystym. Problem tylko w tym, że – jak przyznają nawet nauczyciele – ci liderzy nie są dla wszystkich atrakcyjną alternatywą. Ewa Woydyłło, psycholog rozwojowy i terapeutka uzależnień: – Modelowi fajnego gościa, który imprezuje i pije, jest przeciwstawiany model oazowy: wyciągnięty sweter, różaniec. A dorastające dziecko nie chce być nieatrakcyjne.

Skutecznym argumentem bywa natomiast konkret. W łódzkim gimnazjum na lekcji chemii w III klasie Wiesława Goździk demonstruje, jak pod wpływem alkoholu ścina się kurze białko, jak zachowuje się cielęcy mózg oraz wątroba drobiowa. – Ostatnio miałam taką roczną wątrobę – opowiada nauczycielka – i po roku moczenia w alkoholu, wyjęłam ją na lekcji i rozkruszyłam. Tak tłumaczę uczniom marskość wątroby. Dzieci wychodzą z lekcji zaskoczone, z dziwnymi minami. Raczej nie mają pytań.

Od czasu do czasu prowadzone są też akcje ogólnospołeczne. PARPA razem z Browarami Polskimi zakończyła niedawno taką kampanię, skierowaną do sprzedawców: Alkohol – Nieletnim Wstęp Wzbroniony. Objęto nią 3,5 tys. sklepów, wydano 1395 Certyfikatów Rzetelnego Sprzedawcy dla tych, którzy odmawiali sprzedania alkoholu podstawionym nieletnim oraz 2196 żółtych kartek ostrzegawczych dla tych, którzy nie odmawiali.

Zero tolerancji?

Skuteczność tych wszystkich przedsięwzięć jest dyskusyjna, więc od czasu do czasu pojawiają się głosy, że może należałoby uczyć rozsądnego picia. Minimalizować straty. Profilaktyka polska zasadza się na regule „zero tolerancji”, a na przykład Wielka Brytania przyjęła odmienną taktykę, dopuszczając picie umiarkowane (moderate drinking): nie udawajmy, że problemu nie ma, ale uczmy, jak pić rozsądnie. Tyle że – jak obserwują eksperci – i tu, i tam dzieciaki piją, jak piły.

Żadna profilaktyka, żadna społeczna kampania nie pomoże, jeśli sprawy nie widzą rodzice. A w Polsce picie własnych dorastających dzieci rodzice lekceważą. Na dzieciaki czyhają dziś dużo bardziej drastyczne – jak podpowiadają stereotypy kulturowe – pułapki. Niechby już to dziecko piwo piło, byle tylko nie paliło trawy i nie łykało piguł extasy – myśli pewnie niejeden rodzic. Niegdyś dawano przecież dzieciakom setkę i piernik na wzmocnienie, a dorastającej córce to już obowiązkowo podtykano koniak, by nie była blada podczas menstruacji. A we Francji wino podaje się z wodą do obiadu już kilkulatkom.

Kiedy zatem frajda – by użyć stosownej terminologii – z wyczepistego zgona zaczyna być problemem? Która impreza to pierwsza impreza za dużo? Które wypite piwo?

Ewa Woydyłło: – Picie dzieciaków jest piciem imprezowo-rozrywkowym. Ale im wcześniej się ono zaczyna, tym łatwiej przechodzi w picie problemowe. Mechanizm jest prosty. Nawet nie fizyczny, tylko psychiczny. Luz, brawura odbierane są początkowo jako frajda. Ale potem przeradzają się w strategię zaradczą.

Psychoterapeutka wyjaśnia: dorosły człowiek postawiony wobec problemu szuka rozwiązania. Dziecko szuka ucieczki. To właśnie niedojrzałość. Więc ten alkoholowy luz zaczyna pomagać w kłopotach. Gdy młody człowiek wyodrębnia się z bezpiecznego, domowego świata, na nowo się definiuje, następuje najbardziej delikatny czas w jego życiu. Czas wielu pragnień i wielu lęków. Czas szukania – nade wszystko – akceptacji grupy. Potwierdzenia swojej atrakcyjności. Alkohol zaczyna być puzzlem, który pasuje w coraz więcej miejsc dziecięcej układanki.

Wśród dorosłych alkoholików, pacjentów Ewy Woydyłło, ci którzy zaczęli pić po 20 roku życia stanowią tylko 5 procent. Bo człowiek wchodzi w dorosłość z dziecięcym alkoholowym puzzlem: piciem jako ucieczką.

Terapeuci operują pojęciem anhedonia – to niezdolność do odczuwania przyjemności stwierdzona biologicznie. Alkoholicy często cierpią na anhedonię. Nie wiadomo jednak, czy by na nią cierpieli, gdyby w młodości nie pili. Być może, choć to tylko hipoteza, zmusiliby organizm do poszukiwania innych bodźców. Gdyby go nie wyręczali alkoholem.

Iluzjoniści

Do poradni Poza Iluzją przychodzi 17-letni Piotrek. Zwyczajny, ze zwyczajnego liceum, ze zwyczajnej rodziny. Pił rzadko, imprezowo, jak wszyscy – nie było to znów żadne niezwykłe picie. Tyle że Piotrek pił do nieprzytomności. I podczas jednej z imprez stracił przytomność. Szpital, silne zatrucie alkoholowe. W poradni Piotrek podpisał, jak wszyscy na terapii, zobowiązanie do abstynencji. Nie ma z nią problemu.

Przychodzi też 18-letni Michał. Złote dziecko, duma przodującego w rankingach liceum. I duma bardzo ambitnej rodziny. Zaczął w gimnazjum, znów – jak wszyscy, od piwa. Ale bardziej niż wszyscy, tego piwa potrzebował. Zdejmowało z niego napięcie nieustannie nakładane przez ambitne życie. Przez kilka lat Michał pił i nadal ambitnie żył. Do II klasy liceum. Wówczas to „zaczął ponosić koszty”, jak powiedzieliby psychologowie. Pijackie awantury, sceny. Na trzeźwo w tym zdegradowanym człowieku nie rozpoznawał samego siebie – ambitnego, złotego chłopca. Odeszła dziewczyna, wielka miłość. Poleciały na łeb oceny. Michał zgłosił się do poradni sam – to rzadkie i niezwykłe. Rodzina zareagowała lamentem. To akurat typowe. Dziś cała rodzina bierze udział w terapii. Lotny jest Michał, rozumie. Trzyma się, nie pije.

Do poradni przychodzi 16-letnia Ania. Z dość biednej, prostej, ale wcale nie meliniarskiej rodziny. Tyle że rodzice zwykli dzień w dzień się wyzywać. I tak się zawsze jakoś działo, że od Ani zaczynało się to wyzywanie. Więc aby nie słuchać, wychodziła z domu. Na spacer do pobliskiego parku w tej gorszej, za rzeką, części Warszawy. W parku na ławce siadywali z piwem chłopcy. Ania z koleżanką z wolna zaczęły się do nich przysiadać. Piła nie dla smaku, nie dla żadnej zwały, ale po to, by wejść w tę grupę. Grupa, jak się już napiła, była dla siebie miła. Rausz integrował, rausz upiększał ławkowe towarzystwo. Jakie to było dalekie od domowych awantur. Ławkowy świat mówił Ani, że jest super, jest świetna – co z tego, że był to pijacki bełkot? Ania trafiła do poradni kilka miesięcy temu, w III klasie gimnazjum. Przez wagary, ze skierowaniem od szkolnego pedagoga.

W dziecięcym piciu, jak i w dorosłym, fajnie jest być pijakiem, ale niefajnie jest być alkoholikiem. Fajna jest przecież zabawa, a nie – problem.

Terapia zaleca dzieciom z problemem alkoholowym stronić od miejsc i sytuacji, w których koledzy piją alkohol. Należy unikać: szkolnych wycieczek, wypadów do lasu po lekcjach, wyjść na rower, do pubów, do klubów, spotkań na podwórkowej ławce, wyjazdów. Należy przy tym mieć siłę, aby nie stać się samotnikiem (to zawsze rodzi ryzyko picia! ), aby umieć się odnaleźć w pijącym towarzystwie i aby przy tym nie stracić poczucia własnej atrakcyjności.

Zabiera się dziecku cały świat. Co w zamian? Terapia rodzinna. Większe oparcie w rodzicach. Próba odnalezienia innego, swojego świata. Niedawno Ania po raz pierwszy złamała zobowiązanie do abstynencji.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
(C) 2006-2017 Parafia Błogosławionej Bolesławy Lament w Nidzicy